Tag Archives: australia
13 kwietnia 2017

Dookoła świata w 13 dni: Perth – najbardziej samotne miasto

_MG_0488

Historia powtarza się kolejnego dnia. Budzik nastawiony na 5 rano, a ja już budzę się 10 minut wcześniej. Jestem jeszcze niespakowany, więc układam wszystkie rzeczy w walizce i zjeżdżam windą do recepcji żeby oddać karty od pokoju. Autobus na lotnisko odjeżdża z Southern Cross Station, więc na pieszo mam około 5 km. Postanawiam wsiąść w tramwaj i podjechać kawałek. Wysiadam blisko centrum, tak że już pozostaje mi 1,5 km spaceru. Jest ciepło i pusto na chodnikach. Dokładnie o 6:30 odjeżdża Skybus, więc jestem 5 minut przed czasem. Ponownie skanowanie biletu i można wsiadać. (więcej…)



11 kwietnia 2017

Dookoła świata w 13 dni: Melbourne – najlepsze miasto do życia?

DCIM299MEDIA

Melbourne to miejsce, które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło w trakcie mojego wyjazdu na weekend do Australii, który opisałem tutaj. Miałem olbrzymią ochotę tutaj wrócić i ponownie poczuć klimat tego miasta. Od zawsze kojarzyło mi się ono z Gran Prix F1 czy turniejem tenisowym Australian Open. Po ostatniej wizycie dowiedziałem się, że to także wspaniała architektura, przyroda i niesamowicie życzliwi ludzie. Ponownie nie miałem zdefiniowanego planu zwiedzania. Po prostu ruszyłem na spacer w kierunku centrum miasta. A miałem kawałek, bowiem z mojego Pullman & Mercure Melbourne Albert Park do centrum pieszo było 5 kilometrów. Ale przy tak genialnej pogodzie to żadnej problem.

Już od początku spaceru byłem zmuszony do podnoszenia głowy do góry. To wszystko z uwagi na niesamowite wieżowce, które mają w sobie coś niezwykłego. Nie mamy tutaj tylko stalowych czy szklanych ścian, ale bardzo wymyślne kształty i łączenia.

Po drodze mojego spaceru mijam m.in. Melbourne Cricket Ground,, czyli stadion, który jest w stanie pomieścić 100 widzów. Odbywają się tu wydarzenia sportowe, jak i kulturalne. W 1956 roku odbyły się w tym miejscu Igrzyska Olimpijskie.

Przekraczam bramy Royal Botanical Garden. Do tej pory byłem w naprawdę wielu parkach i ogrodach, ale ten zrobił na mnie doskonałe wrażenie. Jest ogromny i przepiękny. Dawno nie widziałem tak zadbanego parku. Można tutaj spotkać turystów (głównie Azjatów), jak i mieszkańców Melbourne.  Aż się dziwię, że nie byłem tutaj ostatnim razem. Gdybym mógł to spędziłbym tu nawet kilka godzin. Nie mam, więc idę dalej :).

Po drodze przechodzę przez Fitzroy Gardens, czyli kolejny park, gdzie znajduje się domek kapitana Cooka. Idę dalej aż natrafiam na Royal Exhibition Building wraz z Ogrodami Carlton. Jest to pierwsze dzieło ludzkich rąk w Australii, które zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. W tym miejscu zaczyna się nieco psuć pogoda – robi się wietrznie, ale słońce nadal się przebija.

Kiedy jest już po godzinie 17 zatrzymuję się w Hungry Jacks, gdzie zamawiam fast fooda. Niedaleko mijam Chinatown, gdzie słyszałem o wielu pysznych i niedrogich restauracjach. Nie decyduję się na wejście i idę dalej. Na wprost mnie idzie jakiś wielki protest Hindusów. Coś wykrzykują, a asekuruje ich policja. W związku z tym skręcam w pierwszą uliczkę w lewo.

Na koniec spaceru docieram pod Flinders Street Station, czyli lokalny dworzec. Wygląda pocztówkowo. Jego architektura zachwyca mnie od pierwszego wejrzenia. Stał się dla mnie pewnym symbolem tego miasta i nie potrafię przejść obok niego obojętnie. Tuż obok mamy Federation Square, czyli miejsce które swego czasu dzieliło mieszkańców Melbourne. Teraz jest to miejsce spotkań. Z jednej strony mamy rzekę, z drugiej galerie sztuki, a z trzeciej wspomniany dworzec. Tutaj dostępne jest cały czas darmowe i szybkie WiFi. Łapię łączność ze światem, siadam na murku i dzwonię przekazać najbliższym, że mimo że jestem tutaj sam, to otaczający mnie ludzie i widoki pozwalają mi na częsty uśmiech. W tym miejscu dostępna jest także informacja turystyczna. Tym razem nie odwiedzam jej. Podobno w tym miejscu odbywa się w listopadzie festiwal polski.

Cały czas wyczekuję zachodu słońca, który ma mieć miejsce o godzinie 19:50. W związku z tym schodzę w pobliże rzeki Yarra i spaceruję wzdłuż jej. Tutaj, na trawnikach zasiadają dziesiątki młodych ludzi i piją piwo w butelkach. Z drugiej strony znajdują się liczne restauracje i bary, gdzie tysiące ludzi postanowiło spędzić dzisiejsze popołudnie i wieczór. Jedzą, piją i rozmawiają. Wszyscy wyglądają na szczęśliwych. Klimat jest niesamowity. Tego wieczoru wiatr w Melbourne jest niesamowity. Wieje tak mocno, że kiedy robię fotkę smartfonem trzymając go dwoma palcami nagle zwiewa mi go. Ten leci jakieś 5 metrów dalej i oczywiście odpada klapka na baterię i sama bateria. Telefon na szczęście po złożeniu działa nienagannie.

Wracając już do hotelu zahaczam o Shrine of Remembrance, czyli słynną piramidę. Jest to nic innego jak Świątynia Pamięci, którą zbudowano na cześć żołnierzom, którzy polegli w trakcie obu wojen światowych. Pomnik robi niesamowite wrażenie. Szkoda, że nie dotarłem tutaj za dnia, ale jest on dobrze oświetlony. Podobno w środku znajduje się darmowe muzeum. Z uwagi, że położony jest on wysoko to z drugiej strony możemy obserwować panoramę miasta.

Chciałbym również zauważyć, że w Melbourne działa darmowy tramwaj, którym można zwiedzać centrum miasta. Ja jednak przy takiej pogodzie wolałem spacer, dzięki czemu w każdym miejscu mogłem spędzić tyle czasu ile potrzebowałem. Jak widzicie Melbourne można zwiedzić praktycznie za darmo i z uwagi, że jest to bardzo atrakcyjne miasto, to nie powinien nikt być zawiedziony. Kolejnym razem zapewne zdecyduję się wjechać na Skydeck w Eureka Tower, gdzie jest punkt widokowy na miasto.

Melbourne

Po dotarciu do hotelu szybkim krokiem skierowałem się w stronę basenu, żeby trochę się zrelaksować. Na koniec udałem się do baru, gdzie wypiłem piwo rodem z Melbourne i poszedłem spać. Snu zostało mi tylko 4,5 godziny, bowiem budzik nastawiony na 5 rano, a kolejny lot, tym razem do Perth cztery godziny później.



3 kwietnia 2017

Dookoła świata w 13 dni: Melbourne – wracam do mojego ulubionego miasta!

2016-11-04 09.36.06

Do tej pory zawsze na lotnisku w Los Angeles korzystałem z poczekali KAL, do której wstęp jest możliwy z kartą Priority Pass. Tym razem otrzymałem zaproszenie do lounge OneWorld. Przed wejściem pani z obsługi zeskanowała mój bilet i wskazała wejście. Trzeba przyznać, że salonik robi wrażenie. Jest rzeczywiście bardzo duży, nowocześnie urządzony i dobrze wyposażony. Zdecydowanie lepszy od wspomnianego wcześniej saloniku Korean Airlines. Mamy tutaj kilka stref wypoczynkowych, miejsca do pracy, stolik do spożycia posiłków oraz bufet z potrawami na ciepło i na zimno. Oprócz tego jest duży bar, w którym możemy zamawiać mocniejsze alkohole oraz korzystać z samoobsługowego serwisu win (białe, czerwone i różowe, po kilka rodzajów). I teraz najśmieszniejsze – kiedy poszedłem po kieliszek zostałem poproszony o pokazanie swojego dokumentu tożsamości. Ostatnio proszono mnie o dowód osobisty jakieś 8 lat temu, więc było to dla mnie bardzo zabawne, ale wcale nie było mi z tym źle 😉 W trakcie mojego pobytu tutaj leciał akurat mecz w Baseball, którym co najmniej połowa gości niesamowicie się emocjonowała. Obsługa także nie pozostawała obojętna temu wydarzeniu. (więcej…)



23 lipca 2016

Podróżuję za dużo?

13708243_1128949340584010_2152649636077253239_o

13708243_1128949340584010_2152649636077253239_o

Na tytułowe pytanie odpowiem od razu. Prawdopodobnie tak, ponieważ mam sporo zaległości na blogu, który właśnie czytasz 😉 Tylko w tym roku, który przecież nadal trwa w najlepsze, odwiedziłem dziesiątki miejsc w 20 krajach na całym świecie. Najlepiej pokazują to jednak moje obecne statystyki: (więcej…)



8 maja 2016

Qantas: krajowy lot w biznes klasie

2016-03-20 08.39.47

Budzik nastawiony tym razem na 6 rano nie zadzwonił, bowiem dokładnie obudziliśmy się o 5:59 i go wyłączyliśmy. Szybka kąpiel, pakowanie i w drogę na dworzec Southern Cross. Poszliśmy na przystanek, jednak według rozkładu pierwszy tramwaj w niedzielę odjeżdża dopiero o 7:43… Mieliśmy w zasadzie dwa wyjścia – taksówka lub spacer. Postawiliśmy na drugą opcję, która pozwoliła nam zobaczyć jeszcze kilka nieodwiedzonych uliczek w Melbourne. Do przejścia było około 7 kilometrów.  (więcej…)



8 maja 2016

Jeden dzień w Melbourne

DCIM285MEDIA

Do Melbourne dolecieliśmy o czasie, a nawet trochę wcześniej. Na zegarku była 9:30, co dawało dużą nadzieję, że zdążymy na trening do Grand Prix F1, który miał odbyć się o 14:00 (kwalifikacje do niedzielnego wyścigu były o godzinie 18). Niestety kolejka do kontroli była… olbrzymia. Liczbę osób, które w niej czekały trudno ocenić, ale były to setki pasażerów. Na szczęście wszystko szło w miarę sprawnie. Krótka rozmowa z panią przy okienku – czy sami wypełniliśmy kartę imigracyjną, czym się zajmujemy i czy w poniedziałek musimy być w pracy z uwagi, że przylecieliśmy tylko na weekend. Dalej jeszcze musimy chwilę odczekać w drugiej kolejce po odebraniu bagażu. Nie było dodatkowej kontroli, dzięki czemu od razu mogliśmy udać się do wyjścia. Cała procedura trwała sporo ponad godzinę. (więcej…)



14 kwietnia 2016

Do Abu Dhabi linią Air Berlin – pierwszy lot w drodze do Australii

mapka

Rozpoczynamy relację z podróży na weekend do Australii. Mamy nadzieję, że nasze zapiski, zdjęcia i przemyślenia okażą się ciekawe i być może zainspirują kogoś z Was do podobnego szaleństwa. Widzicie tutaj mapkę, z której wynika, że do pokonania mamy około 36 tysięcy kilometrów. (więcej…)



10 kwietnia 2014

Sydney – najpopularniejsze miasto w Australii

Ponieważ cały wieczór Internet w naszym hotelu Mango nie działał (w pokoju miał za słaby zasięg i nie chciał połączyć), a na dworze padał deszcz, to nie zdążyliśmy zrobić wszystkiego co planowaliśmy. W związku z tym nastawiłem sobie budzik na 6 rano, żeby sprawdzić czy sytuacja uległa poprawie, ale niestety nic takiego nie miało miejsca. Kolejna próba jeszcze o 7 i znowu nic. Pozostało nam wstać i zjeść śniadanie oraz czekać na zamówiony mikrobus na lotnisko. (więcej…)