Sty 28

Z Noumea do Sydney, gdzie czuję się jak w domu

przez w Australia, Nowa Kaledonia

Idę do informacji turystycznej zapytać się o dojazd do centrum, a dalej do hotelu Hilton Noumea La Promenade Residences, gdzie mam zarezerwowany na dzisiaj nocleg. Wybrałem go głównie licząc na wczesny check in i bardzo dobre położenie na południu od miasta, gdzie jest rafa koralowa i bardzo ładne wybrzeże. Ale tutaj wszystko poszło źle. Po pierwsze w informacji pani mówi mi o autobusie numer 70 i następnie 50, którymi powinienem dojechać do celu. Oczywiście okazuje się, że ten pierwszy w ogóle nie jeździ z pod lotniska, bo jest tutaj tylko numer 21 (naiwny nie wsiadam do pierwszego, a kolejny jedzie po 30 minutach). Po dotarciu do centrum przesiadka wcale nie jest taka oczywista, bo po pierwsze żaden numer 50 nie jeździ, a po drugie to trzeba jechać innym autobusem z przystanku, który jest jakieś 200 metrów dalej. Okay, zorientowałem się w tym wszystkim już sam, nie pytając nikogo z miejscowych, bo to raczej by mi nie pomogło. 

Image

Do hotelu dojeżdżam po godzinie 12. Na zewnątrz leje deszcz, przez co całe miasteczko prezentuje się raczej mało atrakcyjnie. W recepcji dowiaduję się, że wszystkie pokoje są zajęte i check in dopiero od 15, czyli standardowo. Nie pomaga tutaj status Diamond. Muszę odczekać, więc zasiadam sobie w recepcji i zabijam czas pracując na laptopie. Pokój jest gotowy o 14:30, a dokładniej apartament, do którego przyznano mi upgrade. Proszę także o pomoc w transporcie na lotnisko dnia kolejnego (lot mam już o 8:25) oraz o szansę na przygotowanie śniadania, bo nie zdążę go rano zjeść. Tutaj recepcjonistka staje na wysokości zadania, bowiem transfer zostaje zamówiony (ta sama firma co poprzednio jechałem), a śniadanie zostaje mi przyniesione do pokoju około godziny 20.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wspominane mieszkanie, które miałem do dyspozycji na tę noc, znajdowało się w budynku obok. Składało się ono z salonu z aneksem kuchennym, sypialni, tarasu łazienki i toalety. Spokojnie zmieściłyby się tutaj cztery osoby. Jedyny plus taki, że miałem komfortowe warunki w czasie, kiedy na dworze lał deszcz i nie było sensu się stąd ruszać. Niestety tak było do końca dnia, a nawet dalej rano, więc praktycznie straciłem jeden dzień w Nowej Kaledonii. Sytuacja jednak nie była zależna ode mnie. Trzeba będzie tutaj wrócić 😉

Image

Image

Spać poszedłem bardzo późno, a budzik dzwonił już o godzinie 5, ponieważ 20 minut później miał przyjechać shuttle bus do recepcji. Szybko zjadłem coś na śniadanie i poszedłem oddać kartę od pokoju. Razem ze mną jechał jeszcze jeden hotelowy gość, jak się później okazało pasażer klasy biznes tego samego rejsu, którym ja leciałem. Po drodze podjechaliśmy jeszcze do dwóch innych hoteli po inne osoby i dalej już prosto na lotnisko międzynarodowe, które jak Wam mówiłem jest około 50 km od centrum. Na miejscu nie było prawie nikogo, więc po bilet podszedłem bez kolejki. Poprosiłem tylko o miejsce przy oknie (liczyłem na fajne widoki), a dodatkowo dostałem rząd awaryjny. 

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ponownie podróżowałem liniami Aircalin, które mają właśnie swoją siedzibę w Numei. Ponownie same pozytywne wrażenia. Obsługa była bardzo sympatyczna i uśmiechnięta, boarding przebiegał sprawnie, lot odbył się zgodnie z rozkładem, a w czasie rejsu podano smaczne śniadanie.

Lądowanie w Sydney aż 40 minut przed rozkładowym czasem, ale długie kołowanie i oczekiwanie na wolny rękaw sprawia, że z samolotu wychodzimy tuż przed 12 w południe. To największe miasto Australii wita mnie genialną pogodą. Jest 28 stopni, bezchmurne niebo i ten fantastyczny klimat. Mogę tutaj operować wieloma tego typu epitetami za co przepraszam, ale po prostu uwielbiam Sydney, byłem tutaj już kilka razy i każdy, nawet najkrótszy pobyt wspominam doskonale. To prawdziwa perełka, za którą już tęsknię… Ale podobne emocje towarzyszą mi w związku z Melbourne.

Image

Image

Tym powyżej polecę jutro do Singapuru 🙂

Zgodnie ze wskazówkami na forum idę do kiosku i kupuję kartę OPAL, żeby skorzystać z transportu miejskiego. Wychodzę z lotniska i w sumie chcę iść na autobus 400, ale jest tak przyjemnie, że stwierdzam, że na stację Mascot pójdę spacerem. Trasa może nie jest zbytnio malownicza, ale mija mi bardzo przyjemnie. Obserwuję cały czas startujące tutaj samoloty – rzeczywiście ma to miejsce z bardzo dużą częstotliwością i robi niesamowite wrażenie, tym bardziej, kiedy przechodzi się pod takim startującym gigantem. Aż przypomniał mi się pobyt na St. Marteen, kiedy jeszcze lądował tam 747 KLMu. 

Image

Po dotarciu na stację Mascot, przechodzę przez bramki i od razu do pociągu. Wielkie plakaty pokazują, że dojazd z lotniska do centrum zajmuje kilkanaście minut. I rzeczywiście tak jest po chwili jesteśmy już na stacji Central, a po następnych 10 minutach wysiadam na Circular Quay. Ah, ten moment, kiedy pociąg wjeżdża na stację i po prawej stronie widzisz dwa symbole Sydney: Operę i Harbour Bridge.

Image

Image

Wychodzę ze stacji i od razu czuję ten niepowtarzalny klimat tego miasta. Odchodzę kawałek, żeby móc podziwiać te drapacze chmur, a pomiędzy nimi kolonialne domy i kamienice. Nieprawdopodobne połączenie, które tworzy wspaniałą panoramę miasta. Plecak nie jest jednak sprzymierzeńcem długich spacerów, więc, pomimo że jeszcze nie ma godzinnych check in to idę do hotelu, który przecież jest 100 metrów stąd. Tak, jak zwykle zatrzymuję się w Intercontinental Sydney. Niestety obiekt ten kosztuje już 60k punktów za noc, ale pomimo długiej analizy nie znalazłem żadnego hotelu sieciowego, który byłby na takim poziomie jak IC. Może macie jakieś swoje rekomendacje z Accora czy któryś z Hiltonów? Z tego co się zorientowałem to niestety ich położenie jest zdecydowanie mniej atrakcyjne niż mojego ulubieńca z IHG. 

Image

Kolejka do zakwaterowania nie jest zbyt długa, a dodatkowo dla Gold, Platinum i Ambasadorów jest wydzielone stanowisko, dzięki czemu nie czekam praktycznie ani chwili. Jak zwykle bardzo sympatyczna rozmowa, bez pośpiechu i na pełnym luzie pomimo poważnego charakteru tego obiektu. Kto tu przyjedzie już od początku powinien czuć się dobrze, prawie jak w domu. Chwilę rozmawiam o moich poprzednich pobytach tutaj, o swojej podróży i takie tam. Dowiaduję się także, że hotel jest w 100% zabookowany i ostatnio to praktycznie standard, więc jeżeli ktoś planuje tutaj pobyt to zdecydowanie powinien zrobić rezerwację z wyprzedzeniem. Mój pokój znajduje się na 26 piętrze na narożniku. Jest przestronny, z obfitym minibarem (dodatkowo płatnym), ekspresem do kawy, ale przede wszystkim bardzo wygodnym łóżkiem.

Image

Image

Image

Nawet z basenu hotelowego jest tutaj fajny widok 😉

Image

Chcę jednak jak najbardziej wykorzystać czas w mieście więcej idę na spacer. Docieram pod Operę, czyli miejsca, z którego jest świetny widok na most na zatoce, który nazywany jest „wieszakiem” z uwagi na swój kształt. Na jego górne przęsła wchodzą codziennie śmiałkowie przywiązani linami, co jest jedną z atrakcji miasta. Ja niestety ze swoim lękiem przestrzeni chyba bym tego nie zrobił. Most robi piorunujące wrażeni z bliska, bo wtedy widzimy jaki jest ogromny. To oczywiście nie Golden Gate, ale i tak szacunek dla jego konstruktorów. 

Image
XIAOYI
Image

Image

Image

Nabrzeże, czyli popularne Quays to drugie centrum Sydney, a może nawet pierwsze. To właśnie ta dzielnica nadaje tępo całemu miastu. Można tutaj podziwiać codziennie potężne wycieczkowce, które przypływają z całego świata. Są też mniejsze, które opływają zatokę i pozwalają mieszkańcom szybko przemieszczać się pomiędzy poszczególnymi brzegami. Statków jest tak dużo, że trzeba sporo wyczekać, żeby zrobić zdjęcie Opery bez przepływającej łajby na pierwszym planie. Kiedy byłem tutaj niespełna dwa lata temu, to wybrałem się w taki rejs i trzeba przyznać, że pozwala na uzyskanie idealnego widoku na miasto, wręcz pocztówkowego. Po zatoce, bardziej w oddali pływają też motorówki, żaglówki i promy. Można też zobaczyć hydroplan.

Image

Image

Image

Przechodzę przez port, żeby znaleźć się w okolicy hotelu Hyatt i dalej idę pod most. Tutaj znowu jest idealny widok na Operę. Na moście nie byłem nigdy wcześniej, więc idę w tym kierunku. Okazuje się, że wejście tam wcale nie jest takie proste – muszę zrobić spore kółko, żeby dostać się na schody. Harbour Bridge jest bardzo pozabezpieczany – wszędzie widać drut kolczasty, kamery i kraty. Do tego liczni ochraniarze. Nie jest to może najwyższy punkt widokowy, ale też robi wrażenie. 

Image

Image

Image

Image
Image

Kiedy zbliża się godzina 18 idę z powrotem do hotelu, żeby zjeść kolację w moim ulubionym saloniku. Dlaczego? Z kilku względów, przede wszystkim z uwagi na spektakularny widok na zatokę, doskonałe jedzenie i sympatyczną obsługę. To właśnie sprawia, że Intercontinental Club jest miejscem wręcz idealnym dla mnie do spędzenia czasu. Oczywiście zanim coś tutaj zjem przyglądam się panoramie miasta, która zapiera dech w piersiach. Z góry możemy zobaczyć tę fantastyczną równowagę pomiędzy parkami, skwerami i ogrodami botanicznymi, czyli po prostu zielenią, a zabudowaniami. Do tego te liczne zatoczki, skały i bardzo ciekawie ukształtowany brzeg (co idealnie widać z okien samolotu). 

Image

Image
Image

Image

Przejdźmy do kolacji. Zresztą co tutaj mówić zobaczcie sami menu alkoholu i koktajlów. Do tego zajadem się pysznym sushi i ostrygami. Salonik jest pełny, widać, że miejsce to cieszy się z roku na rok coraz większym powodzeniem. Wieczór mija mi tu niestety bardzo szybko. Co prawda można posiedzieć, aż do 22, ale ja urywam się wcześniej na kolejny spacer po mieście. Udaje mi się zrobić całkiem przyzwoite zdjęcie oświetlonej Opery. 

XIAOYI
Image

Image

Jak przystało na luksusowy hotel, wieczorem ma miejsce serwis, który polega na zasłonięciu okien, zawinięciu górnej krawędzi kołdry, ściągnięciu narzuty z łóżka, zapaleniu lampki przy nim, przyniesieniu wody mineralnej i czekoladki. Przy łóżku zostawione są kapcie. Oczywiście można również skorzystać z menu śniadaniowego, które wiesza się na zewnętrznej klamce. Do tego mamy tutaj menu poduszkowe, gdzie do wyboru jest kilka pozycji np. antyalergiczna, twarda, miękka czy lateksowa. Jest także karteczka z pogodą na następny dzień. 

Image
XIAOYI
Image

Aż żal iść spać, więc robię to dopiero około godziny 2 w nocy. Budzik ustawiony na 6 rano, żeby spakować się i udać do Club Lounge na śniadanie. To był świetny wybór, ponieważ wschód słońca to zawsze wspaniałe doświadczenie, a tym bardziej z filiżanką kawy i z widokiem na Operę. Coś cudownego. Zdjęcia niestety nie oddają tego wszystkiego, ale mam nadzieję, że sami będziecie kiedyś mieli okazję się tam znaleźć i to przeżyć. 



Tagi: , ,

Zostaw komentarz