Sty 17

W drodze do Arequipy i Chivay, czyli szalona jazda po Peru

przez w Peru

Po trochę ponad jednym dniu spędzonym w Limie nastał czas, żeby przemieścić się do kolejnego punktu naszej wycieczki, czyli do Arequipy. Mieliśmy zaplanowany lot po godzinie 18, ale na lotnisko pojechaliśmy już blisko 3h przed czasem. Jak się okazało było to bardzo ważne, a już Wam tłumaczymy, dlaczego. Bilety zakupiliśmy w linii lotniczej VivaColombia, która jest jednym z tanich przewoźników, którzy latają po peruwiańskim niebie. Odprawiliśmy się na smartfonie i od razu poszliśmy do kontroli. Tam okazało się, że VivaColombia nie pozwala na posiadanie mobilnego boarding passu, przez co musieliśmy wrócić się do punktu nadawania bagażu po papierowy bilet. Tu kolejne rozczarowanie, oczywiście za darmo nie ma możliwości jego wydrukowania. Mielibyśmy zapłacić około 50 złotych, za taką usługę. Szybko zebraliśmy się i udaliśmy do hotelu lotniskowego, który był po drugiej stronie ulicy, gdzie recepcjonista z uśmiechem na ustach podał swojego maila i wydrukował dwa biletu, uff.

Dalej wszystko przebiegało już bardzo gładko. Szybka kontrola i kolacja saloniku, gdzie popijaliśmy pisco sour. Drink jest o tyle nietypowy, że jednym z jego głównych składników jest białko jajka. Nie brzmi to może szczególnie dobrze, ale jest zadziwiająco smaczne.

Następnie boarding i odlot do Arequipy. Czas przelotu to około 1,5 godziny. Po wylądowaniu stała się rzecz fatalna, Renatka straciła swój telefon. Topił się i do dzisiaj nie odzyskał dawnej formy. Następnie złapaliśmy taksówkę i za około 15 złotych pojechaliśmy do centrum miasta, a konkretnie do hotelu Bubamara San Lazaro, który znajdował się bardzo blisko centrum. Szybko zostawiliśmy nasze rzeczy i udaliśmy się na spacer. Arequipa to drugie co do wielkości miasto w Peru. Odnaleźć się tu świetnie mogą zarówno miłośnicy wielkich metropolii, jak i pięknych krajobrazów. Położone jest na wysokości 2325 m n. p. m, wkomponowane w przepiękny górzysto-wulkaniczny krajobraz.

Oczywiście udaliśmy się na Plaza de Armas, gdzie znajduje się olbrzymia Katedra. Wokół placu jest mnóstwo sklepów z pamiątkami, restauracji i agencji turystycznych. Od Plaza de Armes rozchodzi się siec równoległych uliczek, tworząc szachownice, w której niezwykle łatwo stracić orientacje. Dzięki pobliskiemu wulkanowi El Misti, Arequipa nazywana jest „białym miastem”. Wulkaniczne, białe skały zostały wykorzystane do wybudowania większości tutejszych budynków nadając temu miejscu niezwykły charakter. Tego dnia zarezerwowaliśmy dwa kolejne noclegi i wybór padł na Chivay, czyli miejsce, które może być bazą wypadową do niesamowitego Kanionu Colca.

Kolejnego dnia rano udało nam się kupić kartę SIM w pobliżu rynku, dzięki czemu mogliśmy korzystać z dobrodziejstwa sieci w każdym miejscu. Następnie wymeldowaliśmy się i taksówką pojechaliśmy na dworzec autobusowy, z którego mieliśmy jechać do Chivay. Oczywiście, byliśmy chwilę za późno. Obeszliśmy wszystkie agencje i tylko jedna jeszcze oferowała tego dnia przejazd, ale musieliśmy poczekać 2,5 godziny. W związku z tym ruszyliśmy na spacer po okolicy. Większość czasu spędziliśmy na targu, gdzie sprzedawano głównie warzywa i owoce, a po powrocie na dworcu kupiliśmy jeszcze kilka produktów spożywczych na drogę i kolejne dni. To dobre posunięcie, bowiem w Chivay rzeczywiście nie ma za dużo sklepów, a tym bardziej w okolicy hotelu, który wybraliśmy.

Odległość do pokonania nie była duża, bo trochę ponad 160 kilometrów, ale realny czas przejazdu to około 5 godzin. Wszystko przez to, że wyjazd z miasta odbywa się żółwim tempem z uwagi na korki, a później droga jest górzysta i pełna zakrętów i nierównych terenów. Za to widoki są świetne, nie można oderwać wzroku. Ciekawy jest jeden punkt widokowy na znacznej wysokości, gdzie można obserwować wulkany. Renata po wyjściu z autobusu musiała szybko do niego wrócić, bo na tej wysokości zawroty głowy i problemy z oddychaniem to niestety standard, tym bardziej przed aklimatyzacją. Choroby wysokościowej nie da się oszukać, trzeba się zaaklimatyzować i 2-3 dni odchorować swoje, ostrzej lub łagodniej. Nie ma na to leku, nawet jak będą was o tym zapewniać tubylcy.

Koniec końców dotarliśmy do hotelu El Refugio, gdzie mieliśmy spędzić dwie kolejne noce. Tutaj uzyskaliśmy informację jak dostać się kolejnego dnia do Kanionu Colca i poszliśmy relaksować się w gorących basenach. Pokoje w tym hotelu niestety okazały się dosyć zimne, ale obsługa wszystkim gościom roznosiła termofory, a także mieliśmy do dyspozycji grzejnik elektryczny. W kolejnym poście pokażemy Wam nasz trekking po najgłębszym kanionie świata!



Tagi: , , , , , , ,

Zostaw komentarz