Lis 11

Dookoła świata po raz drugi! Zaczynamy!

przez w Polska

Do Krakowa dotarłem z niespełna godzinnym opóźnieniem, co nie miało jednak żadnego wpływu na moje plany. Przed godziną 14 udałem się do hotelu DoubleTree by Hilton Krakow Hotel & Convention Center. Nie do końca zdawałem sobie sprawę, że jest on jednak dosyć daleko od centrum, chociaż rozważany także Holiday Inn i Indigio były zdecydowanie droższe. Spacer z dworca Kraków Główny zajęła mi dokładnie 35 minut z plecakiem. Na miejscu byłem znacząco zdziwiony, kiedy recepcjonistka przywitała mnie, od razu dała kartę do pokoju i stwierdziła, że jako stały bywalec zapewne wszystko wiem. Hmm, w zasadzie to nie miałem żadnych pytań, ale był to zdecydowanie mój pierwszy pobyt w tym hotelu. Mimo wszystko obsługa przesympatyczna i pomocna. Dostałem upgrade do pokoju typu Executive z dostępem do saloniku. Na stoliku czekała na mnie wstawka w postaci pralin i buteleczki białego wina.

Zostawiłem swoje rzeczy w pokoju i udałem się zobaczyć, jak prezentuje się salonik, wypiłem szybką kawę, żeby zabić lekkie zmęczenie i zjechałem na poziom -1 na basen. Strefa rekreacyjna prezentuje się świetnie. W poniedziałkowe popołudnie nie było tutaj zupełnie ludzi, dlatego tylko dla siebie miałem m.in. jacuzzi i sauny. Świetny sposób na relaks, więc spędziłem tutaj trochę czasu.

Oczywiście nie mogłem odpuścić sobie spaceru po Krakowie. Wraz z koleżanką zrobiliśmy długi spacer po Kazimierzu (z zakupem francuskich ciastek w cukierni francuskiej Nad&Greg oraz butelki Nalewki Wawelskiej różano-miodowej), a następnie po Starym Mieście, zatrzymując się w kilku bardziej klimatycznych pubach i restauracji. Pogoda tego dnia była doskonała do spacerów, więc wystarczyła rozpięta kurtka, żeby nie zmarznąć. Wieczorem jednak temperatura spadła do 6 stopni i zaczęło się robić chłodno. Zastanawialiśmy się czy do hotelu wrócić na nogach (ok. 4 km) czy skorzystać z Ubera. Pierwsza opcja wygrała wraz z dwuprzystankową podwózką tramwajem. W hotelu byliśmy zdecydowanie po północy.

Wtorkowy poranek zdecydowanie nie należał do łatwych. Po mocno przegadanej nocy trzeba było się zebrać i udać na śniadanie, a następnie na dworzec autobusowy, żeby zdążyć na minibusa do Pyrzowic na lotnisko. Szybkie pakowanie, prysznic i omlet na dzień dobry. Poza tym w głównej restauracji hotelu DT bardzo dobry wybór jedzenia. Każdy tutaj znajdzie coś dla siebie. Nie mam porównania z przeszłością, ale na pewno nie odstaje ono od tego serwowanego w Warszawie i na początku działalności DT we Wrocławiu (tutaj podobno jest teraz gorzej?).

Nie mamy zbyt dużo czasu, więc tym razem zamawiamy Ubera do hotelu, zaznaczając w aplikacji z której strony budynku ma podjechać. Oczywiście sympatyczna blondynka parkuje z drugiej strony. Co zrobić, znajdujemy się po chwili i w przeciągu 15 minut docieramy na dworzec. Trzeba przyznać, że kierowca z niej niezły – prowadzi dynamicznie, ale bezpiecznie. Do tego wie, gdzie są które platformy odjazdów autobusów, dzięki czemu nie musimy kluczyć i od razu docieramy w dobre miejsce.

Przejazd zarezerwowałem w firmie Matuszek, która kursuje bezpośrednio na lotnisko w Pyrzowicach. Transfer trwał dokładnie 1:25 godziny, a kierowca ani razu nie przekroczył prędkości 100 km/h. Fotele wygodne i prawie wszystkie zajęte. Na lotnisku jakieś 15 min po moim przyjeździe otwierana jest kontrola bezpieczeństwa w terminalu non-schengen. Tym razem także od razu udaje mi się w czasie odprawy dostać boarding pass, bez dodatkowej kontroli dokumentów. To wszystko sprawia, że dosłownie 10 minut później jest już jedynym gościem katowickiego saloniku. Mimo wszelkich smakowitości, które tutaj są zawsze podawane, trudno mi coś zjeść po jakże obfitym śniadaniu w DT.

Swoją drogą lounge ten nadal trzyma bardzo wysoki poziom i pozostanie moim ulubionym salonikiem na polskim lotnisku. Wypijam sobie butelkę małego, czerwonego wina i zjadał dwa kawałki tortilli. Resztę czasu załatwiam sprawy związane z pracą, a na boarding idę tuż po jego ogłoszeniu, żeby bez stresu zdążyć na samolot. Rejs jest o czasie i trwa około 5,5 godziny. Niestety moje miejsce 19E to bardzo średnie losowanie, tym bardziej, że mam dwóch sąsiadów. Z drugiej strony jestem tak ekstremalnie zmęczony, że zasypiam 10 minut po starcie, później tylko budzę się na spacer do toalety i śpię dalej. Kiedy pozostaje 50 minut do lądowania zauważam, ze mojego sąsiada nie ma (poszedł usiąść z kolegą), więc korzystając z większej przestrzeni zaczynam pisane tego wpisu.



Tagi: , , , ,

Zostaw komentarz