Sty 30

Zwiedzamy Tianjin w dwa dni

przez w Chiny

Po dotarciu na Dworzec Południowy w Pekinie wzięliśmy nasze bagaże z taksówki i udaliśmy się do wejścia. Tutaj były sprawdzane dokumenty i prześwietlany bagaż każdego pasażera. W naszym przypadku jednak nie musieliśmy pokazywać paszportów i mogliśmy od razu przejść dalej. Pierwsze wrażenie jakie odnieśliśmy, że znajduje się nie na dworcu kolejowym, ale na lotnisku. Wszystko jest bardzo przejrzyście opisane i trudno się zgubić czy sobie nie poradzić.

Tablica z odjazdami pociągów i kasy biletowe

Po zakupie biletów w cenie około 32 złotych w jedną stronę skierowaliśmy się w stronę wyznaczonej bramki, która jest otwierana o wyznaczonej godzinie. Schodzi się na dół i tam już czeka nowoczesny, pociąg, który podróż ok. 160 kilometrów pokona w jakieś 40 minut. Po tym czasie, bez żadnych opóźnień dotarliśmy do Tiencina, bo tak miasto to nazywane jest po polsku. To jeden z ważniejszych ośrodków naukowych i kulturalnych w całych Chinach. Leży on nad Morzem Żółtym i znajduje się tutaj dziesiąty co do wielkości port morski na świecie. Według wszelkich stereotypów mieszkańcy Tianjin są bardzo inteligentni i wykształceni, poza tym jest tutaj bardzo smaczna kuchnia.

Niesamowity hotel St. Regis

Promenada wzdłuż rzeki Hai He

Przez miasto płynie rzeka Hai He wzdłuż której prosto z dworca poszliśmy promenadą w stronę hotelu. Jeden z miejscowych próbował nam wskazać drogę, nawet długo z nami szedł i cały czas wypatrywał budynku naszego hotelu za innymi drapaczami chmur. Jak się jednak później okazało to nasz przybytek był oddalony dobre 8 kilometrów dalej, więc bez taksówki nie bylibyśmy w stanie sobie poradzić (a nawet dwóch). Tutaj znowu przyszedł nam z pomocą młody człowiek, który rozumiał co nieco po angielsku i potrafił posługiwać się mapą w telefonie. W końcu dotarliśmy do hotelu Holiday Inn Tianjin Aqua City, gdzie mieliśmy zarezerwowane trzy pokoje. Dostaliśmy bardzo przestronne miejsce z dużą łazienką, przedpokojem i sypialnią.

Rano w hotelowej restauracji jadaliśmy śniadania. Były one bardzo smaczne, a my mogliśmy popróbować różnych dań kuchni chińskiej.

Hotelowa restauracja

Zupki chińskie przygotowywane „na żywo”

Po śniadaniu zebraliśmy się i ruszyliśmy wzdłuż rzeki do centrum miasta, żeby zobaczyć raz jeszcze te wszystkie niesamowite budowle za dnia. Pogoda była sprzyjająca tzn. był mróz, ale świeciło słońce. Nie da się jednak ukryć, że budynki w Tianjin wyglądają jeszcze bardziej reprezentatywnie w nocy, kiedy są przepięknie oświetlone. Widać tutaj na każdym kroku połączenie starych Chin, XIX-wiecznych kolonii oraz współczesnych betonowo-szklanych wieżowców. Jest to bardzo ciekawa kombinacja.

Mieszkańcy poruszają się skuterkami z charakterystycznymi kocami na dłonie

Budka z chińskimi pyzami

Skarpetki sprzedawane na ulicy

Szaszłyki w najróżniejszych formach

Po dobrej godzinie spaceru dotarliśmy do dzielnicy europejskiej, gdzie znajdowały się obiekty nawiązujące np. do kultury włoskiej czy niemieckiej.

Niemiecka restauracja

Włoska knajpa

Styl rodem z Wenecji

Włoskie „miasto”

W końcu dotarliśmy ponownie w okolice dworca, gdzie odwiedziliśmy kilka sklepów i marketów. Zrobiliśmy też drobne zakupu, a następnie przeszliśmy na drugą stronę rzeki. Byliśmy nie lada atrakcją dla miejscowych, którzy chcieli robić sobie z nami zdjęcia. Widać, że nie dociera tutaj jeszcze zbyt wiele osób w celach turystycznych.

Sklep na kółkach

Największe wrażenie robił ten oto zegar w centrum miasta

Po powrocie metrem do hotelu udaliśmy się na basen i do sauny. Następnie ruszyliśmy na kolację do chińskiej restauracji. Tego nie zapomnimy na długo, bowiem wokół nas odbywał się cały „show”. Szef kuchni asystował nam przy stole pokazując jak dane potrawy należy przygotowywać do spożycia na talerzu, a kelnerzy tańczyli i śpiewali. Co prawda dla nas to były zupełnie nie zrozumiałe okrzyki, ale całość wywarła na nas niesamowite wrażenie.

Do pływania wymagany jest czepek

Show jednego z kelnerów w chińskiej restauracji

Zamówione przez nas dania (po rekomendacji szefa kuchni)

Po kolacji ruszyliśmy po raz kolejny do miasta, żeby ponownie móc je podziwiać. Tym razem w jedną stronę pojechaliśmy metrem, a wróciliśmy spacerem. Kolejnego dnia po śniadaniu udaliśmy się do hotelowego baru na lampę wina (w ramach voucherów dla gości hotelu) i udaliśmy się na stację kolejową, żeby wrócić do Pekinu. Pociągi do stolicy jeżdżą dosłownie co kilkadziesiąt minut, więc niespełna godzinę później byliśmy już na miejscu, w drodze do ostatniego naszego hotelu w czasie tejże wycieczki.

Hotelowe lobby

Pociąg do Pekinu

Tianjin to miasto, które wywarło na moich współtowarzyszach lepsze wrażenie niż Pekin. Byli oni urzeknięci kolonialną architekturą, która jest dowodem czasów, kiedy to Tianjin był jeszcze centrem handlu zagranicznego.



Tagi: , , , , , ,

Zostaw komentarz