Cze 07

W drodze na Boracay

przez w Filipiny

Są na świecie takie miejsca, które widzimy tylko na pocztówkach, tapetach naszego pulpitu czy też na portalach o podróżowaniu. Każdy pewnie chciałby się tam kiedyś znaleźć i zobaczyć je na własne oczy. Jednym z takich miejsc jest Boracay, czyli z jednej strony raj, a z drugiej turystyczna mekka. Jak tutaj jest naprawdę? Spieszymy Wam o tym powiedzieć.

Na Boracay dostaliśmy się w prosty sposób. Polecieliśmy liniami Cebu Pacific z Dubaju do Manili (około 9 godzin) i dalej niespełna godzinę lotem do Caticlan. Ale zaraz, tak bez przygód? Oczywiście były! Na przesiadkę mieliśmy kilka godzin, nie było opóźnień więc spokojnie. Wypłaciliśmy pieniądze z bankomatu, kupiliśmy lokalną kartę SIM, coś zjedliśmy. W końcu przeszliśmy do odpowiedniej hali odlotów i czekaliśmy na nasz lot. Ja co prawda dosyć mocno przysypiałem na siedząco, ale Renatka czuwała. Kiedy godzina odlotu była już bardzo blisko zaczęliśmy się niepokoić, pytać obsługę co się dzieje. I co? Okazało się, że nasz samolot już poleciał. To mój drugi raz w życiu, kiedy byłem na lotnisku, a wydarzyła się taka historia. O dziwo nie byliśmy sami, ponieważ kilku innych pasażerów również nie znalazło się na pokładzie. Coś zawiodło. Dobrze, że obsługa Cebu Pacific zapewniła nam miejsca na kolejnym locie, który był godzinę później i szczęśliwie dotarliśmy do Caticlan.

Stąd jednak trzeba jeszcze dotrzeć do przystani promowej, oczywiście przed budynkiem lotniska są taksówkarze i inni naganiacze, którzy oferują swoje usługi. My prosimy tylko o wskazanie nam drogi i idziemy pieszo na prom. Nie jest daleko, ale bardzo ciemno, co nas jednak nie zniechęca. Docieramy na miejsce, kupujemy bilety, płacimy jakieś obligatoryjne opłaty i ruszamy w krótki rejs na wyspę.

Na miejscu zabieramy się w takiego jakby większego tuk tuka, który jedzie główną ulicą wyspy i co chwilę wysadza kolejnych turystów przy swoich hotelach. My na tę noc zarezerwowaliśmy najtańszą opcję, czyli Airbnb. Jak się okazało za te około 20 złotych od osoby można dostać czysty pokój, z niezłym WiFi, prywatną łazienką i ciepłą wodą.

Totalnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać na miejscu, ale byliśmy zmuszeni chwilę pobyć w pokoju bo zerwała się ulewa. Kiedy opady ustały to ruszyliśmy na spacer po plaży White Beach. Nawet w nocy robi ona niesamowite wrażenie. Każdy wieczór tutaj był niezapomniany, ponieważ życie nocne na Boracay to jedna z wizytówek tego miejsca.

Kolejnego dnia budzimy się wcześnie rano i już nie możemy doczekać się jak zobaczymy White Beach za dnia. Niestety jest pochmurnie, ale i tak zjawiskowo, a woda w morzu wręcz gorąca. Nieprawdopodobne. To zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Ten biały piaseczek, jest jaką mąka czy też puder, do tego palmy kokosowe i czyściutka, turkusowa woda. Niestety jak się okaże przez kolejne dni nie tylko my uważamy to miejsce za cudowne i na plaży ludzi będą tłumy. Wzdłuż plaży mamy liczne sklepiki i restauracje.

Spacerujemy aż do III stacji, gdzie jest figura Matki Boskiej zamocowana w skale, która jest osadzona w wodzie. To nic dziwnego, ponieważ Filipińczycy są bardzo religijni. Ale co dzieje się na plaży poza leżeniem i nic nie robieniem? Można pośmigać na bananie, ponurkować, uprawiać paddleboard itd.



Tagi: , , , , ,

One Response to “W drodze na Boracay”

  1. From jejor:

    szkoda ze ta strona juz chyba jest nierozwijana 🙁

    Posted on 27 lipca 2018 at 17:57 #

Zostaw komentarz