Lis 29

Tokio – dwa dni w stolicy Japonii

przez w Japonia

Okazuje się, że hotelu serwowane rano jest śniadanie, które mam w cenie pobytu. Nie ma o tym ani słowa na rezerwacji, ale czemu by nie skorzystać. Ponownie dostępny jest bardzo obfity bufet, dzięki czemu mogę spróbować wielu japońskich specjałów. Kiedy pora śniadania dobiega końca, a ja jeszcze piję kawę bawiąc się na telefonie podchodzi do mnie obsługa z karteczką „last food, ok?” 🙂

Na koniec wycieczki do Japonii zostawiłem sobie jej stolicę, czyli Tokio. Miasto, które przy pierwszej wizycie tutaj bardzo polubiłem i obiecałem sobie jeszcze wrócić. Tak i jestem – w okolicach południa jadę autobusem numer 95 spod centrum handlowego na lotnisko w cenie 250 jenów. Tutaj z terminalu krajowego muszę przenieść się na terminal dedykowany tanim liniom lotniczym (LCC). Z niego operuje Peach i Vanilla Air. Ja polecę tą drugą. W praktyce to taki ichniejszy Ryanair – poza tym, że obsługa za wydrukowanie mi boarding passu nie chce kilkudziesięciu euro, a tylko się serdecznie uśmiecha. Niestety przy kontroli następuje sprawdzenie wymiarów i wagi bagażu. Mój plecak ma dokładnie 9,6 kilograma. To oczywiście bez komputera i torby fotograficznej, które trzymałem w rękach.

Tak czy inaczej do Tokio docieram po 2,5 godzinnym, spokojnym locie. Z lotniska Nartia do centrum jadę pociągiem, który do interesującej mnie stacji Asakusa kosztuje ok. 35 złotych. Mam rezerwację hotelu właśnie w tej dzielnicy, gdzie nadal można poczuć dawną Japonię. Wcześniej kupuję sobie coś do zjedzenia – ponownie jest to sushi w różnych wersjach, które jest tutaj zawsze świeże i bardzo różnorodne (nie kręci się tylko wokół łososia i tuńczyka). Warto podkreślić, że w Japonii nie wolno jeść na ulicy, podobnie w metrze.

Po zakwaterowaniu w hotelu idę do kompleksu świątyń w dzielnicy Asakusa, którą bardzo dobrze pamiętam z pierwszej mojej wycieczki do Kraju Kwitnącej Wiśni. Tutaj tez trafiam do restauracji, która była polecana na forach internetowych i za 630 jenów zjadam pyszną kolację opartą na wołowinie.

Poruszanie się po Tokio jest proste, pomimo, że siatka metra jest ogromna. Na pierwszy rzut oka może odstraszać, ale po chwili jest już wszystko klarowne. Mamy tutaj 13 linii (4 należące do Toei Line i 9 do Tokyo Metro Line). Mając bilet jednej z nich nie możemy podróżować liniami drugiej. Metro jest mega punktualne, czyste i kursuje naprawdę bardzo często.

Kolejnego dnia rano udaję się na targ Tsukiji, jednak jest on zamknięty. To moja druga próba jego odwiedzenia i ponownie klapa. Może do trzech razy sztuk.

Nie wiem, jakim cudem, nigdy wcześniej nie trafiłam do Hama-rikyū. Ogrody powstały w okresie Edo (1603-1867) i służyły między innymi jako miejsce polowań na kaczki – do dzisiaj można tu oglądać specjalne konstrukcje ziemne, gdzie chowali się myśliwi. Na terenie ogrodów jest mnóstwo do oglądania. Między innymi mała świątynka Inabu, wspomniane już tereny polowań na kaczki czy ogrody kwiatowe z różami, irysami i piwoniami. W Hama-rikyū bardzo podoba mi się zieleń kontrastująca z niebieskim niebem i szkłem biurowców. Mogłoby się wydawać, że to połączenie nie będzie dobrze grało ze sobą, ale moim zdaniem ta biurowa otoczka niczego ogrodom nie ujmuje, a wręcz stanowi intrygujący dodatek.

Następnie poszedłem w kierunku Tokyo Tower, czyli japońskiego odpowiednika wieży Eiffla. Tutaj niestety nie ma Pól Elizejskich, przez co wrażenie jest nieco gorsze. Nieopodal znajduje się kolejna świątynia – i mimo, ze nie jest szeroko opisywana w przewodnikach, to warto zajrzeć.

Słońce w październiku zachodzi w Japonii już koło 18.00. Ruszam tym razem na końcową stację linii metra Ginza, czyli na Shibuye. Dojazd z mojego hotelu zajmuje tutaj 30 minut. Wielkie drapacze chmur, salony z luksusowymi autami, neony, reklamy i coraz więcej ludzi na ulicach. W końcu docieram do miejsca gdzie z oddali widać już Shibuya Crossing. Tutaj co parę minut przez jezdnię przetaczają się setki, jak nie tysiące ludzi. Do tego ogromne kolorowe telebimy, oświetlone wieżowce i co zadziwiające, stosunkowo umiarkowany hałas. Owszem, słychać ludzi, reklamy i samochody ale nie wydaje się to być aż tak ogłuszające jak w innych zatłoczonych miastach czyt. Nowym Jorku czy Bangkoku. Najlepiej podziwiać to wszystko z piętra pobliskiego Starbucksa lub centrum handlowego po przeciwnej stronie.

Na placu, przy skrzyżowaniu, znajduje się figurka psa Hachiko (jest on zdecydowanie mniejszy, niż się wydaje ze zdjęć) – historia głosi, iż odprowadzał on codziennie swojego pana na pociąg i czekał aż wróci. Któregoś dnia pan zmarł, a pies przez kolejnych 11 lat przychodził i czekał dalej na swojego pana. Powstał nawet na ten temat pełnometrażowy film, który niedawno miałem okazję oglądać – polecam.

Na tym zakończyłem zwiedzanie stolicy Japonii. Tego dnia zrobiłem pieszo 27 kilometrów. Pomimo już kolejnej wizyty w tym mieście nadal czuję duży niedosyt i w kolejnych latach pewnie znowu je odwiedzę. Na kolację tym razem kupuję bento w pobliskim FamilyMart (otwarty 24h na dobę). Tym razem będzie to makaron z kawałkami mięsa i cebulą, zupka o nieokreślonym smaku oraz sok o smaku liczi z jego kawałkami (chyba najsmaczniejsze co w życiu piłem, ekstra!).

Teraz pozostał mi tylko lot do Moskwy z lotniska Narta. Jadę tam ponownie pociągiem, a po wydrukowaniu biletów idę do saloniku KAL, gdzie jem śniadanie. Nagle kilka razy zostaję wywołany przez lotniskowe głośniki (bardzo ładnie czytano moje imię i nazwisko) do stanowiska numer 26, czyli gate’u z którego będzie odlot. Specjalnie się tym nie przejmuję i robię jeszcze ostatnie zakupy. Na boarding docieram przed czasem. Okazuje się, że obsługa chce dodrukować mi bilet z Moskowy do Rzymu. Super, myślałem, że będę musiał się o niego prosić dopiero w Rosji. Po chwili już wszystko jest gotowe i rozpoczyna się wejście na pokład. Samolot tym razem prawie pełen (ok. 90%), nawet sporo Polaków. Wybrałem miejsce 15K przy oknie. Niestety obok mnie zasiadł sporych gabarytów Rosjanin, ale kiedy spostrzegł się, że może nam razem nie być wygodnie (szybkie zdjęcie butów i rozłożenie komputera do pracy ;)) to przesiadł się do kolegi z tyłu.

Godzinę po odlocie podany zostaje obiad (wołowina lub ryba), po kolejnych dwóch godzinach lody, a na 2,5 godziny przed lądowaniem zaczyna się kolacja (owoce morza lub makaron). Jedynie do tego ostatniego mam małe zastrzeżenia, ponieważ był trochę zbyt chłodny, ale to może moja wina bo zacząłem jeść jakieś 15 minut po podaniu. Tym razem rejs mija mi zdecydowanie lepiej – moja taktyka z pójściem spać poprzedniego dnia o 4 rano działa. Teraz, kiedy piszę to zdanie właśnie zbliżamy się do Moskwy (pozostało 1:20 h do lądowania). Cały lot trwa 9:40 h.

Po wylądowaniu w Moskwie miałem około 1h do lotu do Rzymu. Czas ten wykorzystałem, żeby udać się do Jazz Lounge i wydrukować bilety na autobus Terravision z lotniska Fiumiciono do centrum Rzymu oraz na jutrzejszy lot GermanWings do Berlina. Na koniec spotyka mnie niemiła niespodzianka. Niestety nie zdążyłem na ostatni pociąg z Termini do Ciampino, gdzie miałem hotel. Koszt taksówki to ok. 35 Euro, więc na gorąco szukam innego hotelu i robię nową rezerwację. Zatrzymuję się hotelu Marsala, tuż przy samym dworcu. Niestety jest to bardzo nieciekawe miejsce. Przede wszystkim stare, brudne z niesympatyczną obsługą, płatnym Internetem, łazienkami na korytarzu itd. Nie mam wyjścia, kładę się spać, bo o 8 rano już mam autobus z powrotem na lotnisko Fiumicino.

Pomimo, że to koniec już mojej samotnej wyprawy do Kraju Kwitnącej Wiśni, to przeczytajcie jeszcze ostatni wpis dotyczący tego wyjazdu, w którym na Wasze życzenie robię małe podsumowanie.

2015-11-10 10.07.06

Japoński bankomat

2015-11-10 15.28.55

Podczas lotu z Okinawy do Tokio

2015-11-10 16.28.32

Tokijskie metro

IMG_6106

IMG_6111

IMG_6114

IMG_6116

IMG_6128

IMG_6130

IMG_6135

IMG_6137

IMG_6141

IMG_6147

IMG_6148

Dzielnica Asakusa

IMG_6168

Wejście do hotelu Agora Place Asakusa

IMG_6173

IMG_6185

IMG_6189

IMG_6195

IMG_6196

IMG_6198

Ogrody Hamarikyu

IMG_6228

Tokyo Tower

IMG_6253

IMG_6258

Odliczanie czasu przed zielonym światłem

IMG_6271

IMG_6285

Najbardziej znane na świecie przejście dla pieszych

IMG_6289

IMG_6295

Pies Hachiko – japoński symbol wierności

IMG_6298

Najsmaczniejszy sok jaki piłem

IMG_6300

IMG_20151111_212459319

IMG_20151112_080654552_HDR

IMG_20151112_124331069_HDR

Przed lotem do Rzymu przez Moskwę

IMG_20151112_150813833

Obiad na pokładzie Aeroflotu

IMG_20151112_174353739

DCIM285MEDIA

DCIM285MEDIA

DCIM285MEDIA

DCIM285MEDIA

DCIM285MEDIA

Salonik KAL na lotnisku Narita

DCIM285MEDIA

Hotel Marsala w Rzymie



Tagi: , , , , , , , ,

Zostaw komentarz