Lis 21

Suchitoto – idealne na jednodniowy wypad

przez w Salwador

Po fantastycznym śniadaniu w hotelu Intercontinental San Salvador i poranny rozruchu na siłowni, spakowaliśmy nasze bagaże i oddaliśmy je do przechowalni. Sami ruszyliśmy na spacer po mieście, który mieliśmy w planach zakończyć na dworcu, z którego odjeżdża autobus do Suchitoto. Jak wiecie w stolicy Salwadoru dworców jest dużo, a miejsc z których ruszają autobusy do konkretnych destynacji jeszcze więcej. W związku z tym musieliśmy przejść przez wielki stragan i dziesiątki mniejszych uliczek, żeby po kilku pytaniach dotrzeć we właściwe miejsce. Upał tego dnia było okrutny. Chowaliśmy się w cieniu, gdzie tylko była taka możliwość, tym bardziej, że w nogach już mieliśmy sporo kilometrów.

Do Suchitoto jest około 45 kilometrów, a przejazd kosztuje jakieś 2-3 złote. Co chwila do autobusu wsiadają chmary ludzi próbujące sprzedać jedzenie, picie, szczoteczki do zębów, latarki, karty pamięci i albumy na zdjęcia. Droga była bajeczna, w oddali rysowały się sylwetki wulkanów a przy drodze rozciągały się pola wulkanicznych skał i pyłu…. Im bliżej celu tym autobus robił się bardziej pusty, dzięki czemu mogliśmy wygodniej usiąść. Po dotarciu na miejsce okazało się, że Suchitoto to bardzo fajne, spokojne miasteczko, w którym praktycznie nic się nie dzieje. Suchitoto to niespełna 25-tysięczne miasteczko w stanie Cuscatlán na północy Salwadoru. Jego nazwa wywodzi się z języka nahuatl i oznacza „miejsce ptaków i kwiatów” lub „miejsce kolorowych ptaków”.

Centralna częścią jest plac ze starym i słynnym kościołem. Fajny w środku, bo drewniany, nawet kolumny. Uliczki brukowane i domki kolorowe. Potrzeba jednak maksymalnie 2-3 godzin, żeby to wszystko obejść. My jednak poszliśmy na dłuższy spacer, aż do jeziora Suchitlan. Jest to sztuczne jezioro, które powstało w roku 1976 przy okazji budowy elektrowni wodnej Cerrón Grande na rzece Lempa. Za wejście na jego teren trzeba zapłacić $2 (wątpię czy warto), bo to strefa restauracyjno-wypoczynkowej. Niestety trudno tutaj o fajne miejsce na trawie z pięknymi widokami, a samo jezioro na najczystszych nie należy.

Zaczynało się robić późno i baliśmy się, że nie złapiemy autobusu powrotnego do San Salvador, więc szybko złapaliśmy stopa, żeby wrócić do centrum miasta. Tutaj drobne zakupy i w drogę do stolicy. Na miejscu, tzn. już w naszym hotelu, do którego dotarliśmy taksówką okazało się, że tego dnia nie ma już szansy, żeby dostać się do miasteczka El Tunco, które jest na wybrzeżu. Byliśmy lekko zaskoczeni, bowiem dopiero było po 19… Konsjerż hotelu Intercontinental zorganizował nam jednak prywatny transport, który kosztował około 70 złotych, a przecież do przejechania było aż 60 kilometrów. Podróż minęła nam szybko i bezpiecznie, a kolejnego dnia mogliśmy już delektować się widokami tutejszego wybrzeża.



Tagi: , , , , ,

Zostaw komentarz