Gru 21

San Vicente de la Barquera, Comillas i Santillana del Mar – małe, hiszpańskie miasteczka

przez w Hiszpania

Kolejny dzień naszego jesiennego tripu do północnej Hiszpanii rozpoczęliśmy ponownie około 8 rano. Tym razem mieliśmy w planie odwiedzić więcej małych miasteczek, które znajdowały się na zachód od Santander. Pierwszy punkt to mała miejscowość Liencres, która była zaledwie 10 kilometrów od naszego hotelu.

Tutaj w sezonie dociera sporo turystów z uwagi na ładną plażę i bliskość parku krajobrazowego Parque Natural de las Dunas de Liencres. O tej porze to jednak wymarła kraina, która niczym specjalnym nas nie ujęła.

Dalej pojechaliśmy już prosto do San Vincent de la Barquera. Miasteczko jest niewielki, lecz urocze. Jak wszystkie nadmorskie miasteczka tego wybrzeża. Opanowane przez hotele, pensjonaty i restauracje. Zapewne tłoczne i gwarne latem. Dotarliśmy do zabytkowego mostu, przerzuconego przez rozlewiska ujścia dwóch rzek: Rio de Pombo i Rio de Rubin. My zaparkowaliśmy samochód w jednej z bocznych uliczek i przeszliśmy się pod mury kościoła Iglesia de Santa Maria de Los Angeles oraz do Castillo del Rey. Nie było jednak możliwości zobaczenia tych budynków od środka.

Widząc, że jest jeszcze w miarę wczesna pora pojechaliśmy dalej w kierunku Picos de Europa, najwyższego masywu górskiego w północno-zachodniej Hiszpanii (do 2600 m n.p.m.). Chcieliśmy zrobić gdzieś pętlę i wrócić inną drogą, ale niestety według mapy Google nie było takiej możliwości, więc dotarliśmy do bardzo malowniczej doliny, zrobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zachęceni pięknymi widokami postanowiliśmy zatrzymać się w restauracji z daniami asturyjskimi. Posiłek spożyliśmy na świeżym powietrzu podziwiając szczyty gór.

Naszym kolejnym punktem tego dnia było miasteczko Comillas. Nie przypomina one w żadnym stopniu wczasowej miejscowości. Nie znajdziemy tutaj licznych promenad z restauracjami. Centrum jest w głębi lądu, a plaża trochę na uboczu. Panuje tutaj bardzo spokojny, małomiasteczkowy klimat. Tutaj warto obejrzeć przede wszystkim pałac Palacio Sobrellano zaprojektowany w stylu neogotyckim przez Joana Martorella. Poza tym wrażenie robi gmach katolickiego uniwersytetu Universidad Pontificia de Comillas.

Na koniec spaceru wróciliśmy do centrum na Plaza Mayor. Za czasów Alfonsa XII zjeżdżała tu hiszpańska elita. Niestety nie starczyło nam czasu na najbardziej charakterystyczny budynek tego miasta, czyli El Capricho. Udało nam się jednak dotrzeć m.in. pod pomnik poświęcony markizowi de Comillas, który został ufundowany przez radę miasta. Widzieliśmy także cmentarz powstały na ruinach starego kościoła.

Ostatnim miastem, do którego dotarliśmy tego dnia było Santillana del Mar, które pochodzi jakby z bardzo odległych czasów. Tutaj odwiedziliśmy na początku informację turystyczną i wzięliśmy mapkę. Spacerowaliśmy po brukowanych ulicach, wzdłuż których ciągną się rzędy kamiennych domów z XV-XVIII wieku. Klimat tego średniowiecznego miasta potwierdza kolegiata Santa Juliana, którą wzniesiono w XII wieku (styl romański). Najokazalej prezentuje się główna fasada kolegiaty oraz okazały krużganek z pięknie rzeźbionymi kapitelami. W zabytkowej zabudowanie trudno wskazać cokolwiek nowoczesnego. Możemy za to podziwiać ozdobne herby i dużo kwiatów (mimo jesiennej pory).

Santillana del Mar, zwane „miastem trzech kłamstw” to miasto nadal niezakłóconą turystycznym kiczem. Podobno prezentuje się najpiękniej po zmroku, jednak my wcześniej ruszyliśmy w stronę naszego hotelu, gdzie spędziliśmy kolejną noc. Rano wykwaterowaliśmy się i pojechaliśmy oddać samochód na lotnisko po czym liniami Ryanair polecieliśmy do Berlina, żeby po kolejnych 2,5 godzinach zakończyć podróż w Poznaniu.



Tagi: , , ,

Zostaw komentarz