Lis 28

Milford Sound – cudo na końcu świata

przez w Nowa Zelandia

Park Na­ro­do­wy Fior­dland to miej­sce, w któ­rym po­wsta­ła scena uciecz­ki Bilba i kra­sno­lu­dów na grzbie­tach orłów, były tu także krę­co­ne nie­któ­re uję­cia z „Wład­cy Pier­ście­ni”. Fior­dland to przede wszyst­kim dzi­kie wo­do­spa­dy i – jak sama nazwa wska­zu­je – fior­dy. Na te­re­nie parku bie­gnie Mil­ford – naj­słyn­niej­szy szlak tu­ry­stycz­ny Nowej Ze­lan­dii. Jest długi na ponad 50 km i prze­bie­ga wśród gór, wo­do­spa­dów i lasu desz­czo­we­go. W trak­cie se­zo­nu Szla­kiem Mil­ford może przejść 90 tu­ry­stów dzien­nie (40 in­dy­wi­du­al­nych i 50 z prze­wod­ni­kiem). Brzmi jak bajka, prawda?

Tego dnia wstaliśmy już o 6 rano, żeby zjeść szybkie śniadanie, spakować się i wrzucić klucz do odpowiedniej skrzynki przed recepcją, która była tak wcześnie jeszcze zamknięta. Czekało nas do pokonania 120 kilometrów, co na znakach jest oceniane jako 2:15 h jazdy. Jedynym naszym zmartwieniem był tego dnia pogoda, która mogła skutecznie popsuć plany. Okazało się wręcz odwrotnie, bowiem był to jeden z najbardziej słonecznych dni podczas całej naszej wycieczki.

Po drodze do Milford zatrzymaliśmy się jeszcze przy jeziorze Mirror Lake, które położone jest w okolicy gór, które kapitalnie odbijają się w nim, jak w lustrze. Blisko końca naszej trasy musieliśmy przejechać przez tunel o długości ponad 1 km, który jest szeroki, ale jednokierunkowy i mocno w nim kapie woda. Taka konstrukcja była jedyną możliwością przejazdu na drugą stronę gór. Podobno droga ta jest często zamknięta, co uniemożliwia turystom dostanie się na fiordy.

Po dotarciu na miejsce samochód trzeba zostawić na parkingu, który jest oddalony 300 metrów od terminalu promowego. Stąd pływa kilka firm np. Jucy Cruize czy Orange GO. My zdecydowaliśmy się na tę drugą firmę, która w cenie rejsu o godzinie 9 rano oferowała śniadanie. Całość kosztowała 100 NZD za dwie osoby.

Milford Sound jest fiordem, utworzonym przez lodowiec. Jest to jeden z 16 fiordów w tym rejonie Nowej Zelandii, ale nie jest on największy, jednak jest uważany za najpiękniejszy. Co ciekawe, odkrywcy którzy jako pierwsi dotarli na fiordy nie znaleźli wejścia do tej zatoki. Została ona odkryta dopiero w 1812 roku przez Johna Grono, który nazwał je na cześć miasta Milford Haven z którego pochodził.

Podczas rejsu możemy podziwiać doliny U-kształtne, które są charakterystyczne dla dolin polodowcowych. Poza tym możemy oglądać wylegujące się na słońcu foki. Na stokach gór znajdują się lasy deszczowe, bowiem suma opadów w tym rejonie to ponad 6 metrów deszczu. Podobno w rekordowy dzień spadło tutaj 550 mm, czyli tyle ile w naszej stolicy przez rok. Turyści odwiedzający Milford rzadko mają takie szczęście do pogody jak my dzisiaj!

Do zatoki w przeciągu roku wpływa prawie 100 statków wycieczkowych, a w tym także Voyager of The Seas, który jest uważany za największy pasażerski statek świata.

Niesamowitym momentem jest podpłynięcie pod wodospad, gdzie można poczuć moc spadającej wody. Nasz aparat mocno obrywa, a zdjęcia nie są ostre. Jest to jednak świetne doświadczenie.

Zatoka ma w najgłębszym miejscu 300 metrów głębokości. Podobno jest tutaj praktycznie sama woda morska, oprócz tej na powierzchni, czyli około 3 metrów wody słodkiej, która spływa z gór. Liczba wodospadów w tym miejscu uzależniona jest od opadów. Kiedy te są obfite to pojawia się nawet kilkaset wodospadów wpadających do zatoki.

Jeszcze tego samego dnia wracamy do Queenstown. Trasa ma ponad 300 kilometrów. Musimy dotrzeć do miasta przed 16, aby odebrać nasze nagrody z wczorajszego biegu. Niestety pośpiech jest złym doradcą, ponieważ wpierw rozlewa nam się zakręcone, ale nieszczelne mleko z tyłu samochodu przez co niezbędna jest przerwa w podróży. Kolejny postój to policja i przekroczenie prędkości 118 km/h na trasie do 100 km/h. Nigdzie wcześniej nie spotkaliśmy tak miłej służby. Krótka rozmowa, sprawdzenie trzeźwości (poprzez mówienie kolejnych cyfr do alkomatu) i wydrukowanie mandatu w wysokości 120 dolarów + 20 punktów karnych (w Nowej Zelandii mamy limit 120 punktów na okres 2 lat). Mamy 28 dni na zapłatę. Po rozmowie z bardziej doświadczonymi osobami ode mnie wiem, że w przypadku nie uregulowania kary będę przez 3-lata nie miał możliwości polecenia do tego kraju. Dopiero po tym czasie mandat ulega przedawnieniu.

Okazało się, że nawet dalszą część drogi jadąc zgodnie z przepisami pokonaliśmy w czasie poniżej zakładanego, dzięki czemu w Queenstown byliśmy już po godzinie 15 i spokojnie mogliśmy odebrać nasze koperty z nagrodami 😀

Cieszyliśmy się z powrotu do Queenstown, czyli miasta leżącego nad 80 kilometrowym jeziorem Wakatipu. Tego dnia po ponownym zakwaterowaniu się w hotelu Mantra Marina pojechaliśmy do miasta na zakupy, a następnie ruszyliśmy na szczyt Bob’s Peak. Można tutaj wjechać także kolejką gondolową, ale jak wszystko w tym kraju jest to droga zabawa. Weszliśmy więcej pieszym szlakiem. Cała droga w dwie strony bez zbyt długich przystanków zajęła nam w sumie 3 godziny. Nogi po zejściu mieliśmy mocno zmęczone.

Tego dnia czekał nas jeszcze chillout w Ice Barze o nazwie Below Zero. Jest to miejsce, gdzie wstęp kosztuje 20 dolarów i każdy drink kolejne 13 NZD. Nam udało się to zrobić zdecydowanie taniej, a z uwagi, że byłem kierowcą, to Kasia mogła spróbować dwóch podobno bardzo dobrych drinków.

IMG_1571

IMG_1575

IMG_1577

Mirror Lake

IMG_1588

IMG_1592

IMG_1603

IMG_1605

IMG_1610

IMG_1615

IMG_1621

IMG_1623

IMG_1632

IMG_1636

Skromne śniadanie na statku

IMG_1643

IMG_1654

IMG_1666

IMG_1670

IMG_1684

IMG_1688

Takiego homara złowiła nasza załoga

IMG_1690

IMG_1694

IMG_1709

Wygrzewające się foki

IMG_1719

IMG_1728

IMG_1737

IMG_1742

IMG_1743

IMG_1773

W tle widać najbardziej kojarzony z tym miejsce szczyt Mitre Peak

IMG_1786

IMG_1829

W drodze do Queenstown

IMG_1832

IMG_1843

IMG_1844

Już na szczycie Bob’s Peak

IMG_1848

IMG_1854

IMG_1859

IMG_1865

Tarasa widokowy

IMG_1867

IMG_1876

Zejście lasem do miasta ze szczytu

IMG_1890

Ice Bar, czyli miejsce gdzie wszystko jest z lodu: krzesła, stoły, bar, kieliszki itd.

IMG_1901

IMG_1910



Tagi:

Zostaw komentarz