Lis 11

Dubaj: trzy dni relaksu przed lotem do Nowego Jorku

przez w Zjednoczone Emiraty Arabskie

W Dubaju lądujemy planowo, długie kołowanie i autobusami do terminala. Kontrola paszportowa przebiegła sprawnie, a stojąc w kolejce do niej zgadałem się z parą na przejazd taksówką do stacji metra (żeby zdążyć przed 23:00). Akcja zakończyła się powodzeniem, ostatecznie podróżując w czwórkę zapłaciliśmy za taryfę po 21 AED do stacji Jumeirah Lake Towers.

Ja podróżowałem dalej metrem do stacji Business Bay (5 AED ze srebrną kartą), bowiem tutaj właśnie znajduje się mój pierwszy hotel podczas pobytu w Dubaju, a dokładniej Holiday Inn Express Dubai – Safa Park. Check in przebiega sprawnie, na recepcji słyszę dużo polskich głosów, proszę o pokój z widokiem na Burj Kalifa i takowy dostaję. Rozpakowuję się i zabieram za skończenie tego odcinka relacji. Dzisiaj cały dzień spędziłem w Dubaju, a zdecydowaną większość w hotelu. Głównie dlatego, że jestem tutaj już może szósty czy któryś tam raz, więc miasto, a w zasadzie atrakcje turystyczne znam dosyć dobrze. A z drugiej strony dzisiaj miałem zarezerwowany świetny hotel, więc chciałem to wykorzystać. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Obudziłem się z budzikiem o 8:30. Bez niego zapewne spałbym dłużej, bo 5h snu to trochę za mało, po nieprzespanej poprzedniej nocy (a w samolocie trudno odespać, bo jednak ja się często przebudzam). Mimo wszystko ekscytacja jest na tyle duża, że szybko wstaję i idę na śniadanie, które serwowane jest w restauracji na parterze. Windy w hotelu są zdecydowanie jednymi z wolniejszych jakie widziałem. Śniadanie jak na hotel Holiday Inn Express bardzo dobre, spory wybór potraw na ciepło, owoców, warzyw, a także różnych dodatków. Ja niestety nie byłem za bardzo głodny, więc nie posmakowałem wszystkiego, co wyglądało smacznie.

Sam hotel Holiday Inn Express Dubai – Safa Park oceniam dosyć nisko, ponieważ jest on po prostu stary i widać już mocno ślady zużycia. Porządek też nie jest na wymaganym poziomie, więc zdecydowanie polecam inne hotele w tej cenie, a takich znajdziemy wiele. Jego największą zaletą jest bliskość stacji metra i szybkie WiFi.

W hotelu zostałem do godziny prawie 12, mając jeszcze kilka rzeczy do zrobienia w pracy. Spakowałem się wraz ze swoją zimową kurtką (trzymam ją na spacer po Nowym Jorku) i pojechałem metrem prawie na sam koniec czerwonej linii, na stację Emirates. Właśnie stąd są dokładnie 3 km do hotelu Intercontinental Dubai Festival City, gdzie zarezerwowałem kolejną noc za 50k punktów IHG. Trasę tę pokonałem spacerem, chociaż nie warto, bo po drodze nie ma nic specjalnego do oglądania, a idzie się przy głównej drodze. Niespodzianka jednak czekała na mnie w hotelu, gdzie dostałem niespodziewany (nawet nie proszony) upgrade z pokoju standardowego do Royal Two Bedrooms Suite with Burj Kalifa View. Dlaczego? Hotel akurat tego dnia jest pełen, a jest mało osób ze statusem (mam tylko Platynę, bez Amabasadora), a do tego zatrzymuję się tutaj na jedną noc.

Jak prezentował się otrzymany pokój tzn. mieszkanie? Super! Ale najlepszy był widok z niego, dzięki panoramicznemu oknu. W sumie mam tutaj 3 łazienki, dwie sypialnie, małą kuchnię, wielki salon podzielony na dwie części itd. Po prostu olbrzymie miejsce, gdzie mogą mieszkać minimum cztery osoby.

Nie czekam zbyt długo i idę na basen trochę się pokąpać i złapać promieni słonecznych. Pogoda oczywiście genialna, cały dzień bez chmury na niebie. Korzystam z basenu, z czego jeden jest ze szklanym dnem, a największe wrażenie robi, kiedy pstrykniemy mu fotkę od spodu, gdy ktoś pływa. Może uda mi się taką zrobić. W hotelu obsługa bardzo pomocna, cały czas ze serdecznym uśmiechem na ustach. Nie muszę czekać na basenie na ręcznik czy wodę, ponieważ natychmiast ją dostaję. Również pomoc przy leżaku itd. to tutaj norma. Fantastyczną sprawą są podgrzewane jacuzzi, w których spędzam dużo czasu. Można także korzystać z udogodnień hotelu Crowne Plaza, który jest obok i wraz z Intercontinentalem tworzą jeden kompleks. Nawet WiFi z CP działało mi bez ponownego logowania.

Fantastyczne widoki można oczywiście obserwować podczas zachodzącego słońca, które chowa się za wieżowcami w centrum Dubaju. Kiedy już robi się ciemno idę na spacer promenadą oraz do centrum handlowego Festival Mall, które jest obok hotelu. Akurat mam szczęście, że odbywa się tutaj pokaz tańczących fontann i laserów. Jest świetny! Fontanny nie są tak efektowne, jak te przy Burj Khalifa, ale za to wyświetlana animacja na ścianie hotelu jest genialna.

Kompleks rekreacyjny otwarty jest do 22 (tylko siłownia jest całą dobę), więc odpoczywam w basenie i podziwiam panoramę Dubaju w nocy. Mój ostatni, a drugi pełen dzień w Dubaju spędziłem dalej w hotelu Intercontinental, gdzie o poranku poszedłem popływać w basenie, posiedzieć w jacuzzi i złapać trochę słońca. Plan jak najbardziej udany, tym bardziej, że nie było jeszcze zbyt dużo ludzi. W końcu trochę zgłodniałem, a niestety cena śniadania 125 AED wydawała mi się w hotelu lekko przesadzona (można też kupić dostęp do lounge na jeden dzień za 300 AED, ale taka sama cena jest przy jednej, jak i przy dwóch osobach, więc średni deal).

W końcu idę do położonego po sąsiedzku centrum handlowego Festival City Mall, gdzie na 2 piętrze jest food court. Wybieram miejscówkę Zaatar, w której byłem wraz ze znajomymi 2 miesiące wcześniej przed lotem do Manili. Zamawiam sobie dwie, brzmiące dosyć lokalnie potrawy, biorę hasło do WiFi i dosłownie po 10 minutach dostaję śniadanko. Wszystko bardzo smaczne i sycące, chyba za dużo zamówiłem, bo już końcówki nie mogłem zjeść. Za taki zestaw płacę niecałe 30 AED.

Wracam do hotelu, przedłużam sobie działanie karty do godziny 14:00 (dłużej nie ma możliwości, bo kolejny dzień hotel jest cały zabookowany) i idę z powrotem siedzieć w bąbelkach na czwartym piętrze jacuzzi. Kiedy mam już dosyć słońca zaliczam serię sauny i wracam po rzeczy do pokoju.

Na ostatnią noc pobytu w Dubaju zarezerwowałem sobie hotel Holiday Inn Express Internet City, który znajduje się około 700 metrów właśnie od stacji metra o tej nazwie. Sprawdzam na Google Maps jak mogę się tam dostać i okazuje się to całkiem proste (pomimo dużej odległości). Wpierw autobusem prawie z pod samego hotelu muszę jechać na stację metra (dwa przystanki), a dalej już bezpośredni czerwoną linią do Internet City. Autobus przyjeżdża spóźniony kilka minut, wsiadam, przykładam kartę, a tu za mało środków… Chyba trzeba mieć minimum 5 AED na koncie, a ja miałem dokładnie 4,5 AED. Cóż, zaryzykuję i pojadę na gapę w końcu to tylko dwa przystanki. Jakiś lokales woła mnie, żebym usiadł koło niego, widząc że mam ciężki plecak. Przez chwile odczuwam niepokój czy nie będzie kontroli (tak widziałem już kontrole biletów w autobusie w Dubaju), co skutkowało by uszczupleniem mojego budżetu o 200 AED.

Na szczęście nic takiego nie ma miejsca, a ja mogę na stacji metra doładować kartę. W drodze do hotelu zaczynam odczuwać trudy podróży i dosłownie co chwilę przysypiam puszczając z dłoni telefon, co mnie przebudza. Holiday Inn Express okazuje się bardzo fajnym miejscem, obsługa jest kompetentna, kilka razy informując mnie o przywilejach związanych ze statusem etc. Pokój dostaję na 2 piętrze, który jest zaprojektowany jak w HIX, chociaż zdecydowanie lepiej się prezentuje niż w poprzednim w Safa Park. Również WiFi działa tutaj wręcz doskonale – w końcu mam bardzo dobry transfer, żeby ogarnąć kilka rzeczy.

Kolejne godziny mijają mi na spotkaniu ze znajomą, a kiedy robi się już późno podjeżdżam pod Burj Khalifa na pokaz fontann. To już któryś raz, kiedy uczestniczę w tym wydarzeniu, ale bardzo podoba mi się ten spektakl, więc tym razem zostaję na dwóch pokazach, a w między czasie zjadam szybką kolację w KFC (nie wiedziałem, że mają ryż curry i sok pomarańczowy). Dodajmy, że pokaz fontann w ciemności jest świetny, chociaż chyba lepsze wrażenie zrobił na mnie ostatnio, kiedy oglądałem go przy zachodzącym słońcu (pokazałem to w relacji z podróży na weekend do Australii).

Kiedy robi się po 22 zaczynam wracać, przemierzając cały, olbrzymi Dubai Mall. Jakie wrażenie robi na mnie to miasto? Zachwyca i lekko rozczarowuje. Jestem pod wrażeniem tych budowli, które powstały tak szybko, na miejscu gdzie jeszcze do niedawna była sama pustynia. To niewiarygodne, że wciąż buduje się tutaj nowe drapacze chmur. To właśnie pozostawia niedosyt, że ciągle czujemy się jak na wielkim placu budowy, którym zarządzają szejkowie. Pomimo, że widać tutaj niesamowity luksus, to samo miasto poza centrum nie robi już tak dobrego wrażenia. Widać, że mają tutaj miejsce często burze piaskowe. Metro, czy też kolej naziemna sprawdza się doskonale, jej rozkład jest prosty i pozwala szybko się przemieszczać. Jeździ ona średnio co pięć minut. Jeżeli więc ktoś zastanawia się czy warto odwiedzić Dubaj to chyba jednak mimo wszystko tak. Macie pewną pogodę (a w lutym czy marcu, nie ma skwaru i jest bardzo przyjemnie). Brakuje tutaj najbardziej fauny i flory, a także warto mieć ze sobą większy budżet, żeby spędzić tutaj należycie jakieś wakacje.



Tagi: , , , , , , , , ,

Zostaw komentarz