Kwi 04

Odkrywamy Singapur na nowo

przez w Singapur

Jak się chodzi późno wstać to są kłopoty ze wczesnym wstawaniem. Budzik pomimo, że nastawiłem ambitnie na 9:30, to szybko go wyłączyłem i położyłem się spać dalej. Dopiero o 11, z uwagi, że do 12 trzeba opuścić pokój wstajemy i jemy śniadanie (tym razem własne w pokoju, bowiem w hotelu nie jest serwowane). Szybko się pakujemy, odbieramy telefon z recepcji z przypomnieniem o godzinie check outu i wychodzimy. Dobrze, że udaje nam się zostawić bagaż w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu. Bierzemy ze sobą tylko aparat, trzy butelki wody, puszkę coli light i dwa mleka sojowe. Ruszamy podbijać Singapur!

Zaczynamy od przejazdu metrem ze stacji Kallang na Orchard z jedną przesiadką na City Hall (z nitki zielonej na czerwoną). Tutaj idziemy do centrum handlowego Lucky Plaza, gdzie mamy do odbioru bilety kupione na Grouponie do ogrodów Garden by the Bay oraz na rejs stateczkiem po rzece w Singapurze. Ogólnie przy tej ulicy znajdują się same centra handlowe, a ludzi pomimo godzin południowych jest od groma.

Na odbiór biletów w biurze Cebu czekać trzeba w kolejce. Bierzemy sobie numerek i czekamy aż zostaniemy wywołani. Nie trwa to dłużej niż 5 minut i już mamy nasze bilety w ręce. Jedziemy od razu w pobliże rzeki żeby odbyć 40 minutowy rejs po rzece w Singapurze. Łódki kursują tutaj dosłownie co chwilę i jak tylko podchodzimy do budki i pokazujemy bilety to obsługa kontaktuje się przez krótkofalówkę z kapitanem jednej z łódki i po 5 minutach jesteśmy już na jej pokładzie. Oglądanie Singapuru z tej perspektywy jest również ciekawe. Siadamy zupełnie z tyłu, na świeżym powietrzu, gdzie słońce mocno operuje po naszych bladych ciałach.

IMG_4793

IMG_4828

IMG_4827

IMG_4825

IMG_4824

IMG_4816

IMG_4815

Docieramy po około 30 minutach pod hotel Marina Bay Sands, który jest jedną z wizytówek miasta. Naszym celem jest nie tylko wejście na taras widokowy, ale również skorzystanie z basenu (zrobienie sobie przy nim zdjęć). Jako osoby nie będące gośćmi tego obiektu jest to zadanie dosyć trudne. Po wejściu kierujemy się na lewo do win. Wchodzimy wraz z innymi osobami, bowiem do jazy niezbędne jest włożenie karty od pokoju. Docieramy na 57 piętro. Tutaj przed wejściem na basen stoi kilka osób z obsługi i sprawdza karty. Niestety nie ma szans na wejście. Robimy sobie zdjęcia na widok Singapuru z góry. Jest piękny z każdej strony. Po chwili jednak zaczynamy kombinować co zrobić, żeby mieć fotkę na basenie, który prezentuje się tak oszałamiająco na wszystkich zdjęciach. Pomagają nam w tym dwaj młodzi ludzie z Azji, którzy pożyczają nam swoją kartę. Trudno nam się z nimi dogadać, ale w końcu dajemy im w zastaw paszporty i wchodzimy cali uszczęśliwieni. Udaje nam się na jedną kartę w dwie osoby. Pani informuje nas jednak, że to wyjątek! Szybko zdejmujemy rzeczy i do basenu. Robimy kilkanaście zdjęć i wychodzimy, żeby nie nadużywać cierpliwości chłopaków. W mokrych rzeczach opuszczamy basen i oddajemy kartę. Chłopaki chcą mieć z nami wspólne zdjęcie. Nie ma sprawy, pstrykamy i jedziemy windą na dół.

Na koniec dnia przechodzimy do kompleksu ogrodowego Gardens by the Bay, który wygrał konkurs World Architecture Festival 2012. Park, na którego 101 ha przyroda miesza się z olbrzymimi konstrukcjami ze stali i betonu, został wybrany najlepszym budynkiem świata. Całość przypomina klimatem konstrukcje rodem z filmów science fiction. Park składa się z kilku ogrodów.

IMG_4812

IMG_4801

IMG_4800

IMG_4799

IMG_4798

IMG_4796

IMG_4794

Kiedy zbliża się 14:30 idziemy na obiad do tej samej dzielnicy co poprzedniego dnia. Tym razem wybieramy jednak knajpę, gdzie wczoraj nie było wolnego miejsca. Okazuje się, że ceny są tutaj 3x niższe. Świetnie, stajemy przed menu i myślimy jak tu się coś zamawia. Okazuje się, że podchodzi się z tacką do szefa i prosi daną potrawę, po czym można samemu wziąć dodatkowe sosy. Płaci się od razu. Za obiad dla dwóch osób płacimy 9 dolarów singapurskich. Dostajemy 2x kurczaka z ryżem i małą zupką. Nasze zestawy różnią się tylko rodzajami sosów.

Czas teraz na dłuższy spacer podczas którego wstępujemy jeszcze do 7evelen z zamiarem zakupu lodów. Niestety wychodzimy tak szybko jak weszliśmy. Najtańszy lód kosztuje 4,2 SGD. Idziemy dalej i kolejny 7evelen (dosłownie po 15 metrach). Tutaj w promocji dwa loty za 4,9 SGD. Eh, to nadal sporo. Idziemy dalej. Przy rzece stoi staruszek ze swoją zamrażarką i sprzedaje lody. Wybór ma 2x lepszy niż w sklepie. Wybieramy dwie sztuki i płacimy 2,4 SGD. Są bardzo smaczne.

IMG_4829

IMG_4831

IMG_4834

IMG_4841

IMG_4842

IMG_4845

IMG_4849

IMG_4850

IMG_4855

IMG_4856

IMG_4860

IMG_4867

IMG_4869

IMG_4871

IMG_4874

IMG_4877

IMG_4882

IMG_4889

IMG_4894

IMG_4896

IMG_4899

IMG_4900

IMG_4903

IMG_4907

IMG_4910

IMG_4916

IMG_4921

IMG_4925

IMG_4929

IMG_4934

IMG_4939

IMG_4945

IMG_4947

IMG_4951

IMG_4954

IMG_4956

Teraz przyszedł czas, żeby wrócić do hotelu i wziąć plecaki. Ruszamy na lotnisko, żeby odprawić się na lot do Australii. Niestety odprawa nie jest możliwa online. Na miejscu okazuje się, że zacznie się ona dopiero za godzinę, bowiem teraz mogą to zrobić tylko osoby, które wykupiły wcześniejszy check in. Z uwagi, że zależy nam żeby pójść już do saloniku coś zjeść, napić się i wykąpać to płacimy. Dzięki temu też pani z obsługi wybiera nam miejsca w rzędzie z dwójkami przy oknie na samym końcu samolotu. Jak się później okaże nie miało to większego znaczenia, ale to i tak miły gest z jej strony. Na nasz duży bagaż nikt nie zwraca uwagi. Idziemy na dosłownie ekspresową kontrolę bagażu i immigration. Po drodze zahaczam się o automatyczne schody i rozcinam palec u stopy od spodu, trochę krwi, którą Kasia skutecznie mi tamuje i zawija bolącego palucha. W informacji dowiadujemy się gdzie znajdują się dwa saloniku w terminalu 2. Odwiedzamy Ambassador Lounge, który oferuje również hotel i siłownię. My zjadamy przepyszny obiad (kapitalny kurczak!), wypijamy trochę soków i coli, po czym postanawiamy zmienić terminal i sprawdzić salonik Dnata. Dotarcie do niego zajmuje nam dosłownie 10 minut. Przejeżdżamy Skytrain i wchodzimy schodkami do góry. Tutaj jest kilka saloników, a nasz jest czwarty w kolejności. W nim jedzenie jest bardzo dobrej jakości a do tego alkohol jest darmowy (czego nie było w poprzednim). Opijamy się białego wina (butelka pusta = przynoszona jest nowa) i zajadamy łososiem. Wzięliśmy też kanapki na drogę, bowiem w tanich liniach jedzenia nie będzie.

IMG_4959

IMG_4960

IMG_4962

IMG_4964

Wracamy do terminalu 2, gdzie przy bramce F42 ma miejsce boarding. Okazuje się, że musimy ponownie mieć sprawdzony bagaż, co skutkuje usunięciem dwóch puszek napoju ananasowego (wypijemy go zgodnie z sugestią ochrony) i przechodzimy do poczekalni. Po 5 minutach rozpoczyna się wchodzenie na pokład Boeinga 777 linii Scoot. Wylot następuje o czasie (22:25 czasu miejscowego). Obłożenie wynosi około 25%, czyli samolot jest praktycznie pusty. Można spokojnie spać na czterech miejscach w środkowym rzędzie. Ja właśnie kończę ten wpis (w sumie piszę już czwartą godzinę, bo jeszcze miałem trochę innych tekstów do zredagowania). Dochodzi godzina 5 rano czasu australijskiego. Jako jedyny miałem włączoną lampkę, przez co stewardesa podeszła do mnie i zapytała czy jest mi ona potrzebna do pracy. Kiedy powiedziałem, że raczej tak to poklepała mnie po ramieniu i powiedziała „no problem”. I tak po chwili zgasiłem, bo jak się okazuje to w sumie mogę pisać i bez niej, równie sprawnie.



Tagi: , ,

Zostaw komentarz