Sie 28

Anuradhapura – pierwsza stolica Sri Lanki

przez w Sri Lanka

Plan na kolejny dzień (3 marca) również był z góry ustalony. Po zjedzeniu śniadania (tym razem, t co mieliśmy z Polski) przejechaliśmy samochodem w kierunku Anuradhapury. Nazwa Anuradhapura pochodzi od imienia Anuradha, ministra króla Pandukabhaya, odpowiedzialnego za budowę. Słowo „pura” oznacza „miasto”, mamy więc do czynienia z Miastem Anuradha.

O godzinie 9:30 byliśmy już przed hotelem z naszymi bagażami. Pobyt w dwugwiazdkowym Shalimar oceniamy pozytywnie. Niczego nam nie brakowało, a Państwo Bryńscy mieli nawet bardzo duży i elegancki pokój wyższej klasy. Nasza trasa miała dzisiaj około 210 km, co w praktyce zajmowało 5 godzin. Po drodze zatrzymaliśmy się na degustację kokosów. To był strzał w 10, bowiem nasz kierowca doskonale wiedział, które są dobre i słodkie. Nasze późniejsze zakupy na własną rękę okazywały się dużo gorsze. Oprócz tego odwiedziliśmy jeszcze jedną świątynię, której nazwy nie pamiętam, ale kojarzyć ją można z licznych pawi, które poruszały się w okolicy. A i zakazu robienia zdjęć (zobaczycie ją na zdjęciach poniżej) ;).

Kiedy dojechaliśmy już na miejsce to wpierw trzeba było udać się do kasy w muzeum archeologicznym. Cena to 3000 rupii za wstęp. Otóż rzekomych biletów nikt nigdzie nie sprawdza. Wszystkie miejsca są dostępne bez żadnego głównego wejścia tak jakby wejść do parku. Ciekawe, ale płacimy, żeby nie przedłużać i idziemy oglądać.

Ruiny są porozrzucane dosyć obszernie więc jest co zwiedzać. Przede wszystkim wielkie Stupy Ruvanvelisaya i Mirisavatiya, które uczyniły Anuradhapura miastem silnie teokratycznym. Ogromne Stupy, zwane także Dagobami, zakrzywiają czas, tak że obejście stupa trwa krócej niżby się to wydawało. Z pobytu w tym miejscu będziemy wspominać przede wszystkim śmiesznego pana, który sprzedawał pamiątki – Pan Michał coś kupił, jak dobrze pamiętam. Również z tego, że jeden olbrzymi kompleks należało zwiedzać na boso, czego p. Bryńska bardzo nie chciała zaakceptować.

Przed przejazdem na miejsce noclegowe do Habarane (ok. 80 km) udaliśmy się jeszcze na obiad. Było już po 18, ale głód doskwierał. Zamówiony ryż z kurczakiem, był ryżem, gdzie kurczaka i z lupą trudno byłoby stwierdzić. Do hotelu, a w zasadzie do kompleksu domków dotarliśmy około 21. Bardzo serdecznie przywitani przez gospodarzy, którzy chcieli nam zrobić jeszcze kolację. My usiedliśmy na tarasie i robiliśmy flaszkę.

IMG_0182

IMG_0198

IMG_0220 (2)

IMG_0240

IMG_0260

IMG_0265

IMG_0276

IMG_0297

IMG_0302

IMG_0308

IMG_0324

IMG_0336

IMG_0363

IMG_0373

P1040615



Tagi: , ,

Zostaw komentarz